sprzedano: tzw. "Flamenco", książkę z życzeniami na dzień matki, dwie karykatury, kolczyki
rozdano: dwie pocztówki, dwie karykatury, jeden obraz "oczy" (dla spóźnialskiego z dobrymi chęciami... powiedzmy ;P)
zakupiono: krówki po przecenie, miśka od Fiolinki, 1/4 kawy (bałam się poprosić o dolewkę, nie że sprzedawczyni była nie miła, lecz z obawy, iż kawa upodobni się smakiem do wody)
przywleczono z powrotem du dum: jedynie 62 prace :)
cudownie!!!!!
dane mi było: poznać osobiście Arine :), zjeść łazanki w wyborowym towarzystwie Wijasi i MagdyH., spotkać Agni i jej męża z ziemniakami, wygłupić się przed kamerą (patrz: canon, będzie jazda :D), spotkać nauczycielkę sztuki (sztuki, nie plastyki.. ładnie nie?), zmarznąć.
to tyle. a pod spodem w/w "Flamenco".
ok, spadam do Świnoujścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz