14 maj. najbardziej zapchany maj w moim życiu. na biurku piętrzą się zamówienia portretów, materiały do egzaminów poprzesuwanych na wcześniejszy termin (żeby w ich miejsce wcisnąć coś nie tyle pożytecznego, co przyjemnego), pozaczynane kartki na dzień wszystkich mam, książki z biblioteki, płyty do zgrania, numery telefonów spisane na karteczkach, pod które trzeba zadzwonić, skierowania na badania, karnet na masaż gorącymi kamieniami (sasasasa...), nieocenione prace na jarmark, projekty logo, listy do wysłania, bon na wybrany film do Multikina (na szczeście ważny do sierpnia), karykatury, lista z pomysłami nowych prac, zaczęte kolczyki (nie skończyłam, bo bigli brakło). no i w tej właśnie atmosferze... co robię? szukam kolejnego zajęcia, bo mam ich za mało :D
tak więc znalazłam - tworzę bloga, do którego nie jestem przekonana. może to nie miłe z mojej strony, ale blogi jakoś do mnie nie przemawiają. nie lubię się aż tak uzewnętrzniać. trzeba tu pisac i pisać. więc ten mój, jeśli już, będzie okrojony w teksty. wyjątek - dzisiaj. coś wypadało szkryfnąć.
no więc, przejdźmy już do konkretów. cóż ja takiego ciekawego robię, że trzeba to aż w internecie zamieścić? a no rysuję sobie - portrety najczęściej, w ołówku, w kredce i farbie też się zdarzają. maluję farbami akrylowymi najczęściej, ale olejnymi i akwarelowymi też nie gardzę. czasem mam ochotę na pastele, ale prędzej olejne. a, i linoryt się mi czasem uda. piórko i tusz - mmm :) .tematyka dowolna - martwa natura, pejzaż, postać (akt, portret). decoupage? bardzo fajna technika, ale u mnie to się najczęściej kończy tak, że nie umiem się powstrzymać i domalowuję coś od siebie. pocztówki - o tak :) dziś nawet się za biżuterię wzięłam. to był mój debiut - no ale to później. z takich pojedynczych napadów artyzmu mam na koncie - dwa projekty sukienek (biedna ta krawcowa, która się ze mną potem męczyła), strona internetowa (projekt mój, w wykonaniu potrzebna była fachowa pomoc).
nie śpiewam, nie piszę wierszy, ale chętnie słucham i czytam.
co do innych sfer mojego życia, to... co za różnica? może kiedyś się pochwalę.
kolejnego tak zwanego "posta" zamieszczę już ze zdjęciem mojej pracy.
to tyle.
łał.. udało mi się... napisałam.
ps. wnoszę wniosek o wzbogacenie tej witryny o funkcję automatycznego poprawiania błędów ortograficznychi interpunkcyjnych :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
przyjemnie się to czyta, aż szkoda, że obiecujesz ograniczanie pisania ;) z drugiej strony - tak, chce się też oglądać to wszystko Twoje... zamieszczaj więc, zamieszczaj koniecznie. WITAMY ;p
OdpowiedzUsuńkiedys, jak jeszcze krystian byl na pierwszym roku, mialem za duzo w glowie. nie wiedzialem specjalnie jak sie tego pozbyc, nie mialem wtedy ani polowy przyjaciela.
OdpowiedzUsuńzaczalem pisac listy. do osoby, ktora - nota bene - mieszkala nieopodal. uznalem ten pomysl za najwspanialszy, bo nie trzeba bylo komus patrzec w oczy. potem, uznalem ten pomysl za najgorszy z mozliwych, bo nie moglem patrzec tej osobie w oczy. nigdy nie poznalem reakcji, takiej prawdziwej na to, co wlasnie z siebie wyrzucilem.
potem był blog. uznałem, że blog mój nigdy nie ujrzy tzw. światła dziennego, tj. nikt, kto mógłby mnie w jakikolwiek sposób kojarzyc, nie przeczyta go. takie rozwiazanie nioslo wiele korzysci: niby piszesz bloga, niby sie uzewnetrzniasz, niby cie oceniaja, a jednak wstajesz rano, wychodzisz z domu, spotykasz ludzi i nie masz wrazenia, ze wszyscy wiedza, co ci w glowie siedzi.
dlatego moim kluczem do tzw. sukcesu w pisaniu bloga jest nieograniczanie swoich mysli. jezeli bedziesz cenzurowac siebie nawet na blogu, którego adres (nie wiem czy tak jest, ale załóżmy) zna niewiele osób, to nie dośc, że możesz strasznie się znieszczęśliwic (slowotworstwo to tez efekt pisania bloga ;)), to jeszcze po kilku miesiacach moze ci glowe rozsadzic od nadmiaru mysli.
i choc moj blog z czasem przestal pelnic swoja funkcje - bo cel powstania stal sie blachy, a osoby, ktore uwazalem za obce (bo dzielił nas internet), przestały nimi byc (bo internet da sie obejsc ;)), to jednak wciaz - od czasu, do czasu cos tam pisze. bo jestem zly, bo jest mi zle, bo jest smutno.
teraz juz jest niepotrzebny, ale zastanawiam sie: jak wiele bym stracil, gdybym go nie napisal.